Kod CSS i JS

Polityka historyczna nie jest domeną wyłącznie rządów. Prowadzą ją także miasta – stawiają pomniki, nawiązują relacje z zagranicznymi samorządami. Ich działania mogą wzmacniać narrację państwa, modyfikować ją albo działać wbrew niej. Natalia Matiaszczyk, doktorantka z Uniwersytetu Łódzkiego, w projekcie finansowanym w konkursie OPUS 30 zbada politykę historyczną 440 miast liczących ponad 250 tysięcy mieszkańców, w ponad trzydziestu państwach okupowanych w XX wieku przez nazistowskie Niemcy i imperialną Japonię. Interesuje ją, jakimi narzędziami dysponują samorządy i jak ich działania zależą od systemu politycznego i struktury administracyjnej. Pyta też, kiedy miasta mogą pełnić rolę aktorów pojednania. Wcześniej, w projekcie finansowanym w konkursie PRELUDIUM, badała południowokoreańskie miasta i ich politykę historyczną wobec Japonii. Prowadziła również badania ankietowe w około osiemdziesięciu polskich miastach.

Natalia Matiaszczyk, fot. archiwum prywatne Natalia Matiaszczyk, fot. archiwum prywatne Natalia Matiaszczyk pierwszy artykuł naukowy opublikowała w trakcie studiów licencjackich. Jest jedną z ponad czterdziestu osób w historii konkursów NCN, które otrzymały grant OPUS przed uzyskaniem stopnia doktora. Jej projekt był na drugim miejscu listy rankingowej w panelu HS5. – To konsekwencja kilku lat pracy naukowej – mówi laureatka. – Recenzenci zwrócili uwagę, że mam doświadczenie w prowadzeniu projektów, a sam projekt jest ambitny i ważny dla nauk społecznych. Uznali, że mój dorobek daje szansę na jego skuteczną realizację.

O tym, jak miasta opowiadają własną historię, rozmawiamy z badaczką w cyklu #rozmowaNCN.

Anna Korzekwa-Józefowicz: Najbardziej oczywiste skojarzenia z polityką historyczną prowadzoną przez miasta, to stawianie pomników i nazewnictwo ulic. Jak jeszcze pamiętają o swojej przeszłości?

Natalia Matiaszczyk: Pomniki i miejsca pamięci są rzeczywiście jednymi z najpopularniejszych narzędzi. Ważne są także uroczystości: święta państwowe i lokalne, rocznice ważne dla tożsamości. Ale spektrum jest szersze. Miasta mogą samodzielnie tworzyć duże lokalne muzea, bez wsparcia władz krajowych i bez środków zewnętrznych. Mogą prowadzić własne badania historyczne, organizować konferencje i warsztaty. Mogą prowadzić programy edukacyjne dla mieszkańców, a jeśli prawo krajowe pozwala, także własne programy dla dzieci w szkołach podstawowych i średnich.

To wymiar lokalny. Drugi to wymiar międzynarodowy – dyplomacja miejska, kierowana do zagranicznych samorządów. To mogą być rozmowy i działania na rzecz pojednania z państwem, z którym dzieli nas trudna przeszłość. Mogą to być wydarzenia dla dzieci i młodzieży czy wymiany studentów skupione na kwestiach historycznych. Mogą to być również działania negatywne lub konfrontacyjne, jak prezentowanie nacjonalistycznych stanowisk czy demonstracyjne zawieszanie relacji z powodu odmiennych interpretacji przeszłości.

Lokalna pamięć bywa inna od tej oficjalnej, państwowej?

Lokalne tożsamości są często inne niż te, które budują władze krajowe. Polityka historyczna na poziomie krajowym zawsze będzie jakoś uproszczona. Działania lokalne są najbliżej społeczności i nie są zunifikowane tak jak na poziomie krajowym. 

Nie tylko inne państwo inaczej pamięta te same wydarzenia – nawet w jednym państwie pamiętamy to samo inaczej. Przykładowo, pamięć o II wojnie światowej jest inna w Łodzi, inna w Warszawie, inna na Podlasiu, inna na Kaszubach czy na Śląsku. Mam wrażenie, że w polskim społeczeństwie często nam tej świadomości brakuje. Nie ma czegoś takiego jak jedna pamięć o II wojnie światowej, ta pamięć jest różna w każdym regionie kraju.

Które z polskich miast prowadzi aktywną politykę historyczną?

Jednym z najbardziej aktywnych ośrodków jest Wrocław – i lokalnie, i międzynarodowo. Wrocław nawiązał relacje z Bredą, bo w tym holenderskim mieście żywa jest pamięć o wyzwoleniu miasta w 1944 roku przez polskie oddziały. Upamiętnia też generała Stanisława Maczka, i robi to właśnie w wymiarze międzynarodowym.

W badaniach ankietowych, które prowadziłam, relatywnie sporo polskich miast wskazywało, że celem ich działań jest budowanie pojednania z niemieckimi miastami partnerskimi i dążenie do wzajemnego zrozumienia i szacunku.

Wspomniała Pani, że polityka historyczna miast może też stać w kontrze do państwowej narracji.

Jeden z kilku pomników w Gwangju upamiętniający kobiety pocieszycielki, fot. archiwum prywatne Natalii Matiaszczyk Jeden z kilku pomników w Gwangju upamiętniający kobiety pocieszycielki, fot. archiwum prywatne Natalii Matiaszczyk Chyba najbardziej wyrazisty przykład, jaki znam, to miasto Hwaseong w Korei Południowej, gdzie prowadziłam badania terenowe dotyczące lokalnej polityki historycznej wobec Japonii.

Hwaseong postanowiło nagłaśniać temat japońskich zbrodni na tak zwanych kobietach pocieszycielkach, czyli kobietach i dziewczynkach wykorzystywanych seksualnie przez armię imperialnej Japonii. Liczbę ofiar szacuje się na 300, czasem do 400 tysięcy, z czego większość miały stanowić Koreanki. Dla rządu krajowego Korei jest to temat ważny jedynie w relacjach z Japonią, do szerszego odbiorcy międzynarodowego kompletnie go nie komunikują.

Hwaseong wybudowało za granicą pomniki upamiętniające te kobiety – w Chinach, Kanadzie i Australii. Kilka innych koreańskich miast zaczęło działać podobnie i takie upamiętnienia powstały również na przykład w Niemczech. Pomnik postawiony w zagranicznym samorządzie tworzy stałe miejsce w przestrzeni miejskiej o konkretnym znaczeniu symbolicznym, ale też emocjonalnym. 

Początkowo to działanie miasta było elementem sprzeciwu wobec polityki krajowej. Pierwsze aktywności miały miejsce w latach 2015/2016, kiedy władze Korei próbowały ten temat w relacjach z Japonią wyciszyć. Hwaseong uznało, że takie podejście jest wbrew koreańskim interesom, wbrew szacunkowi wobec ofiar i pamięci o nich. Stawiało te pomniki całkowicie bez wsparcia władz krajowych, po prostu w kontrze do ich polityki historycznej.

Badała pani miasta w Polsce i w Korei, nowy projekt obejmuje kolejnych 440 miast w Europie i Azji, w państwach dawniej okupowanych przez Niemcy i Japonię.  Chodzi o sprawdzenie, jak lokalne władze odnajdują się w tak różnych realiach politycznych?

Chcę przekrojowo sprawdzić polityki historyczne miast w państwach, które były ofiarami dwóch z najbardziej tragicznych reżimów okupacyjnych XX wieku. Taki dobór pozwala jednocześnie sprawdzić, jak miasta zachowują się w różnych kontekstach. W puli są miasta z państw demokratycznych i niedemokratycznych, zdecentralizowanych i mocno scentralizowanych, unitarnych i federalnych. Zobaczę, jak konkretne uwarunkowania wpływają na to, czy ta polityka jest bardziej czy mniej aktywna. Czy miasta działają w kierunku pojednania, czy przeciwnie, idą w bardziej skrajne nacjonalistyczne stanowiska niż rządy krajowe.

Jak będą przebiegały te badania? 

Gunsan: jedyna w całym kraju działająca świątynia buddyjska z czasów japońskiej okupacji Korei, fot. archiwum prywatne Natalii Matiaszczyk Gunsan: jedyna w całym kraju działająca świątynia buddyjska z czasów japońskiej okupacji Korei, fot. archiwum prywatne Natalii Matiaszczyk Zacznę od ankiet, które przeanalizuję później głównie z wykorzystaniem metod ilościowych. Na bazie wyników wybiorę trzy miasta w Europie i trzy miasta w Azji. W każdym z nich przeprowadzę kompleksowe badania terenowe, czyli analizę miejsc pamięci i narracji, które są tam prezentowane, oraz wywiady z urzędnikami i innymi osobami zaangażowanymi w politykę historyczną. Będę pytać o to, jak są podejmowane decyzje i dlaczego takie, a nie inne, o motywacje, o problemy i wyzwania oraz współpracę z władzami krajowymi – czy ta współpraca jest, czy jej nie ma, czy władze krajowe próbują ograniczać działania lokalne. A potem zestawię badania ankietowe ze szczegółowymi studiami przypadku.

Pamięć jest relacyjna, obejmuje dwie strony. Ankiety obejmują tylko państwa okupowane czy również dawnych agresorów?

Ankiety zrobię w państwach ofiarach. Natomiast gdy wybiorę miasta do studiów przypadku, chcę się kontaktować także z ich miastami partnerskimi w Niemczech i Japonii, żeby zobaczyć ich perspektywę. Ten sam model zastosowałam także w poprzednich badaniach dotyczących miast koreańskich.

Ile odpowiedzi w badaniu ankietowym uzna pani za sukces? Podejrzewam, że przy takiej skali projektu zebranie danych będzie bardzo dużym wyzwaniem. 

Jeśli udałoby się zebrać chociaż połowę, to byłoby już całkiem dobrze. W uzyskiwaniu danych w Europie pomaga też dostęp do informacji publicznej, który jest wykorzystywany także w badaniach. W ten sposób można podnieść wskaźnik odpowiedzi.

Wspomniała pani, że badania obejmą również kraje niedemokratyczne. Gdzie spodziewa się pani największych trudności w prowadzeniu badań?

W miastach chińskich. Po pierwsze dlatego, że jest ich dużo, po drugie, że może być problem z dostępnością informacji i responsywnością. Same Chiny wydają się jednak bardzo ciekawe: to państwo totalitarne, a mimo to samorządy mają pewnego rodzaju niewielką przestrzeń do własnych działań upamiętniających. Więc to może być największe wyzwanie w projekcie, ale jednocześnie mogą tam wyjść najciekawsze wyniki.

W części państw azjatyckich mechanizmy dostępu do informacji publicznej istnieją, w innych nie, więc wiem, że to może być wyzwanie. Dlatego też czas na ankiety jest w projekcie dość długi, trwa ponad rok, żebym mogła zebrać te dane i je przeanalizować.

To jest projekt o przeszłości, ale i wychylony w przyszłość. Co chciałaby pani, żeby ten projekt zmieniał?

Przede wszystkim chcę pokazać, że samorządy są istotnymi aktorami polityki historycznej. Są najbliżej społeczności lokalnych i najlepiej rozumieją lokalne uwarunkowania i pamięć. Każda ich decyzja wpływa na to, jak mieszkańcy i osoby odwiedzające miejsca pamięci postrzegają wydarzenia z przeszłości. A to przekłada się na postrzeganie własnego narodu, własnej historii, bieżącej polityki, ale także innego narodu, z którym mamy trudne relacje. Władze lokalne wpływają na budowanie pamięci i tożsamości, a ta przekłada się na to, jakie podejmujemy decyzje.

Poprzednio w cyklu #rozmowaNCN ukazały się wywiady z:

Wszystkie wywiady